• Wpisów:54
  • Średnio co: 28 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 09:37
  • Licznik odwiedzin:7 033 / 1556 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Cały dzień trwały gorączkowe przygotowania do urodzin. Dmuchaliśmy balony, rozwieszaliśmy ozdoby, stroiliśmy stoły. Razem z Alice i Jonem przesłuchałam chyba 20 Dj -ów, aż w końcu znaleźliśmy idealnego.
-Cześć Greg.-krzyknęłam gdy wszedł do sali. Podbiegłam do niego i przytuliłam go.
-Beka szmat czasu.-powiedział uśmiechając się do mnie.
-To jest Jon.-powiedziałam, a obejmujący mnie Jon podał mu rękę. -Mój narzeczony.-dodałam.
-Cześć miło cię poznać.-powiedział Jon.
-Jon to mój najlepszy przyjaciel Greg.
-Ciebie też miło poznać. -odpowiedział Greg.
-Co tutaj robisz?
-Zgłosiłem sie jako DJ na urodziny Alice i Beki. To mogę zaczynać?
-Nie musisz wiemy jak grasz. Bierzemy cie.-powiedziała Alice. Całą drogę do Hotelu Jon kurczowo trzymał moją rękę i obejmował mnie.
-Jon co się dzieje?-spytałam go.
-Nie polubiłem zbytnio Grega.
-Czy ty jesteś zazdrosny?- spytałam śmiejąc się.
-Czy zazdrość o najważniejszą osobę w moim życiu to coś złego.
-Nie musisz być zazdrosny. Kocham ciebie i tylko ciebie. -powiedziałam przytulając go.
-Mówisz, że jest dobrym DJ??
-Tak jest świetny. Zawsze grał na szkolnych dyskotekach i różnych uroczystościach. Z nim na pewno będziemy się dobrze bawić.
-Skoro tak uważasz. Ale nadal będę zazdrosny.-powiedział pokazując mi język.
-Jesteś okropny.
-Ale jestem tylko twój.-powiedział całując mnie. Gdy weszliśmy do sali balowej w Hotelu wszystko było już gotowe. W rogu stały dwa stoły zastawione prezentami. Dzisiaj mam znowu zobaczyć wszystkich moich starych znajomych. Boje się jak zareagują na Hanne, Toma, a w szczególności na Jona. Jest dla mnie najważniejszą osobą pod słońce i jeśli ktoś się go będzie czepiał to nie ręczę za siebie.
  • awatar Nickolaa .: miło, że w końcu napisałaś :) fajny rozdział, troszkę krótki :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Odłożyłam telefon na półkę i zasnęłam. Rano obudziły mnie pierwsze promienie słońca i zapach świeżo parzonej kawy. Wstałam, założyłam kapcie i poszłam korytarzem do kuchni.
-Cześć, już wstałaś?
-No jasne przecież musze pomóc mojej ukochanej przyjaciółce w przygotowaniach do 18 urodzin.-powiedziałam i odsunęłam sobie pierwsze lepsze krzesło przy stole.
-A więc od czego zaczynamy?-spytałam.
-Może od tego, że nie uwierzysz gdzie wynajęłam salę/-powiedziała Alice rozpromieniona.
-O mój boże nie mów, że...
-Tak nasz hotel. I mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę.
-Jaką mów szybko.
-Uzgodniłam z twoimi rodzicami, że organizujemy te urodziny dla naszej dwójki i ściągam tu twoich przyjaciół i Jona. Powinni być za niedługo bo już lecą.
-O mój boże kocham cie.-powiedziałam przytulając się do niej.
-Ale przecież lekarz się nie zgodził.
-A jak myślisz kto go wtajemniczył.-powiedziała śmiejąc się.
-Ty..
-Ja..
-O mój boże. Zawsze marzyłyśmy o tych urodzinach. Nie mogę w to uwierzyć. Ale gdzie wszyscy będą spać?
-Mam bardzo duży salon.-powiedziała Alice śmiejąc się. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Puściłam się pędem je otworzyć. Nacisnęłam klamkę i wpadłam w ramiona Jona.
-Cieszysz się, że tu jestem?
-Oczywiście.-powiedziałam. Stanęłam na palcach i go pocałowałam.
-Też się ciesze.-powiedział. Podniósł mnie i mocno do siebie przytulił. Potem przywitałam się z resztą ludzi: Rose, Hanną, Tomem i Thomasem.
-A Chris?
-Nie jego nie będzie.-powiedziała Alice.-Nie mogłam zaprosić tutaj kogoś kto załamał mojej ukochanej siostrzyczce .
-Dziękuje.-powiedziałam i przytuliłam ją.
--------------------------------------------------
CDN kiedyś
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Spędziłam z Jonem w szpitali cały tydzień.
-Jon, przepraszam ale jutro nie dam rady przyjść. Dzisiaj w nocy lecę do NY, na 18 Alice. Obiecałam jej, że się pojawię.
-Jasne, jedź. Ale zadzwoń jak dojedziesz.-powiedział. Nachyliłam się nad nim i pocałowałam go. Poszłam do internatu spakować swoje rzeczy i rodzice odwieźli mnie na lotnisko. Miałam przed sobą 2 godziny lotu do NY. Wzięłam ze sobą książkę. W Nowym Yorku wylądowałam około godziny 22. Z lotniska odebrała mnie Alice ze swoim chłopakiem.
-A gdzie Jon.
-Nie mógł przyjechać. Miał wypadek i leży w szpitalu. Rozmawiałam z lekarzami czy mogliby go już wypuścić ale stwierdzili, że to zbyt ryzykowne.
-No trudno zobaczymy się w innych okolicznościach.-powiedziała Alice. Po 15 minutach byłyśmy u niej w mieszkaniu. Rozpakowałam swoje rzeczy i położyłam się obok Alice na łóżku.
-I jak ci się układa z Jonem?
-Dobrze.-powiedziałam i pokazałam jej moją dłoń.
-O...mój...Boże. Czy to jest pierścionek zaręczynowy?
-Tak.
-Opowiadaj, kiedy, gdzie i jak ci się oświadczył.
-Byliśmy razem z jego rodziną w domku nad jeziorem, na ferie jesienne. I ostatniego dnia zrobiliśmy sobie piknik. Nagle uklęknął przede mną i wyciągnął pierścionek. Na początku trochę się wahałam, ale jak widać ostatecznie się zgodziłam.
-Szczęściara. Jedyne co dostałam od Kevina to bransoletka.
-Ciesz się, że w ogóle ci coś dał.
-A co z Chrisem.
-Masakra. Cały czas za mną łazi i chce żebym do niego wróciła. Jon się z nim pobił niedawno.
-Naprawdę.
-No bo Chris nachodził mnie cały czas i Jon już nie wytrzymał. Miał pękniętą wargę i podbite oko.
-Taki rycerz na białym koniu.
-Chris dostał szlaban bo udało mi się przekonać panią dyrektor, że to była jego wina. A właśnie miałam zadzwonić do Jona jak dojadę.- wstałam i wzięłam telefon do ręki.
-Halo.
-Tak cześć to ja jestem już w Nowym Yorku.
-Też już za tobą tęsknie. Dobra ja już kończę. Papa. Też cie kocham. Pojutrze się zobaczymy.

----------------------------------------------------------------------------------------------------
CDN
 

 
Przeglądając inne blogi zauważyłam, że ludzie często piszą jakieś fakty o sobie. A jestem pewna, że wszyscy chcieliby się dowiedzieć, kto pisze ten blog.


1.Mam na imie Sara (co niektórzy już wiedzą)
2.Mam 16 lat
3.Kocham pisać i śpiewać
4.Lubie czytać: fantasy i romanse
5.Jestem fanką: PLL, TVD i The Originals
6.Kocham psy
7.W przyszłości chce zostać prawnikiem
8. Moim największym marzeniem od kilku lat, jest to żeby w przyszłości wydać własną książkę
9.Zawsze chciałam zostać łyżwiarką figurową
10. Nie lubie się malować

Jeśli chcecie wiedzieć coś więcej to piszcie

 

 
-Jak to kim jestem, Jon nie żartuj sobie.-powiedziałam i zaczęłam płakać.
-Beka nie płacz, prosze.
-Jak mnie nazwałeś?
-Beka.-powiedział i uśmiechnął się do mnie.
-Nie żartuj sobie tak nigdy więcej ze mnie, to nie było zabawne!-krzyczałam, a on się śmiał.
-Przepraszam, ale tak mnie kusiło żeby to powiedzieć.-powiedział i przytulił mnie do siebie.- Nigdy nie mógłbym cie zapomnieć.- powiedział i pocałował mnie delikatnie w usta.
-Nie rób mi tego więcej, nawet nie wiesz jak ja się przestraszyłam.-powiedziałam. Leżałam tak oparta o jego ramie gdy weszli jego rodzice.
-Przepraszamy, że przeszkadzamy , ale chcieliśmy sprawdzić jak się czujesz.
-Z państwa synem jest wszystko w porządku.-powiedział lekarz, który własnie wszedł do sali. Ja szybko usiadłam na łóżku i poprawiłam bluzkę. - Miał złamane kilka żeber i rękę. Żebra są już poskładane, a ręka w gipsie, więc myślę, że poleży w szpitalu tylko 2 tygodnie, a potem może wracać do domu.-powiedział i wyszedł. Gdy jego rodzice się z nami pożegnali, przyszła pielęgniarka i musiałam usiąść w fotelu w rogu sali.
-Wszystko w porządku, ale miałeś chłopaku szczęście. Ktoś nad tobą czuwa i nie pozwolił ci zginąć.-powiedziała i uśmiechnęła się do mnie. Podeszłam do Jona i chwyciłam go za rękę.
-Jade do akademika powiedzieć wszystkim co z tobą i oddać Tomowi kluczyki, przebiore się i umyje, i wracam za godzine.-powiedziałam, pocałowałam go i wybiegłam z sali.


--------------------------------------------------
Sorki, że tak krótko, ale ząb mnie boli i nie mam weny
 

 
Jestem najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Mam świetnych przyjaciół, najukochańszą rodzinę. I co najważniejsze już znalazłam tego jedynego. Jon to chłopak idealny. Która dziewczyna nie chciałaby kogoś takiego jak on?
Troskliwy, słodki, mądry, cierpliwy, wysportowany. Dzisiaj chcemy uczcić nasze zaręczyny z najbliższymi przyjaciółmi: Hanną, Tomem, Rose i Thomasem. Hanna pomogła mi ustroić nasz pokój. Gdy o 7 już wszyscy się zebrali usiedliśmy i czekaliśmy ja Jona. Mój narzeczony pojechał po ciasto do piekarni niedaleko. Minęły już chyba 2 godziny, a jego nadal nie było. Zaczęłam się martwić. A co jeśli coś się stało?
-Spokojnie, poczekajmy jeszcze pół godziny, potem zaczniemy go szukać.-powiedziała Hanna. Ale ja wiedziałam co zrobić, żeby Jon szybko się pojawił. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i napisałam do niego sms ,,SOS". Czekałam. Czas ciągnął się okropnie. Minęło 10, 20, 30 minut a jego nadal nie było.
-Hanna błagam chodźmy go szukać.-poprosiłam. Nagle mój telefon zaczął wibrować, a na wyświetlaczu zobaczyłam imię Jon.
-Halo kochanie gdzie ty jesteś?-spytałam.
-Przepraszam z tej strony, pani Griffin. Jestem lekarzem w miejskim szpitalu i chciałam poinformować, że właściciel tego pojazdu, wderzył samochodem w drzewo i prosze o jak najszybszy przyjazd.-powiedziała. Rozłączyłam się i odłożyłam telefon. Moje serce zamarło. Czy on żyje, czy on... nie moge nawet o tym myśleć.
-Tom kluczyki?
-Masz, ale uważaj na siebie. Jak będziesz miała czas to zadzwoń i powiedz co się stało.-powiedział i rzucił mi kluczyki. Wybiegłam na parking i wskoczyłam do cabrioleta Toma. Wcisnęłam gaz do dechy i po 5 minutach wjechałam z piskiem opon na szpitalny parking. Wyłączyłam silnik, zamknęłam samochód i pobiegłam do szpitala. Wbiegłam do środka i od razu zobaczyłam płaczącą mame Jona.
-Co z nim?-spytałam.
-Beka, on żyje, ale jest w śpiączce. Lekarze twierdzą, że może obudzi się za kilka dni, ale nic nie wiadomo.-powiedziała. Spojrzałam przez okno do sali za nami i zobaczyłam połączonego miliardem kabelków z maszynami Jona. Weszłam do sali i usiadłam obok niego. Chwyciłam go za rękę, a po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Nagle poczułam czyjąś rękę na ramieniu.
-Wszystko będzie w porządku.-powiedziała siostra Jona.
-A co jeśli się nie obudzi? Ja nie mogę bez niego żyć, rozumiesz? On jest dla mnie wszystkim. -powiedziałam, oparłam głowę na jego piersi i zaczęłam płakać.

----------------------------------------------------------------------------------------------------

5 DNI PÓŹNIEJ

Jon jeszcze się nie obudził. Całe dnie spędzam przy jego łóżku nie wiedząc czy się obudzi. Nagle poczułam jak Jona rusza ręką. Podniosłam głowę i spojrzałam w jego szeroko otwarte oczy. Szybko podbiegłam do drzwi i zawołałam lekarza. Po 30 minutach skończyli go badać i mogłam do niego wrócić.
-Cześć kochanie, nawet nie wiesz jak się bałam.
-Przepraszam, ale czy my się znamy???


----------------------------------------------------------------------------------------------------

Ciąg dalszy postaram się dodać jak najszybciej.
 

 
Nasze ferie jesienne zmierzały do końca dużymi krokami. Chciałabym tu zostać na wieczność, ale musimy z Jonem wracać do szkoły. Dzisiaj jest ostatni dzień naszego pobytu w domku nad jeziorem, więc postanowiliśmy zrobić sobie piknik nad brzegiem jeziora. Pozbieraliśmy troche jedzenia i spakowaliśmy je do koszyka. Rozłożyłam koszyk na trawie przy brzegu.
-Beka chciałbym z tobą o czymś porozmawiać.-powiedział Jon.
-Coś się stało?
-Jak długo jesteśmy razem.
-Już ponad rok.
-No właśnie, już oboje mamy 18 lat i pomyślałem, że...-zaczął Jon i uklęknął przede mną na jedno kolano.-Beka wyjdziesz za mnie.
-Jon oszalałeś!?-krzyknęłam i pobiegłam do domu. Nie wiedziałam co zrobić. Jon chyba za bardzo sie z tym wszystkim pośpieszył. Co on sobie myśli. Jestem za młoda na tak duży krok. Ale może źle na to zareagowałam, może mogłam mu wszystko na spokojnie wytłumaczyć. Wróciłam więc na koc i usiadłam obok Jona.
-Kocham cie, ale jestem jeszcze za młoda. A poza tym nie uważasz że jeszcze za krótko się znamy?
-Nie, nie uważam tak.-powiedział i chwycił mnie za rękę.
-Jon ja jeszcze nie jestem gotowa na tak duży krok. Może za rok, albo dwa ale jeszcze nie teraz.
-Ale co jest złego w tym, że będziesz nosić ten pierścionek. Przecież nic się nie zmieni. Nie musimy przecież od razu brać ślubu.-powiedział i zaczął powoli zakładać pierścionek na mój palec. Tak właściwie to on ma racje. Przecież nie musimy brać ślubu za miesiąc czy dwa. Możemy z tym poczekać do skończenia studiów. Przytuliłam się do niego mocno i nie miałam zamiaru go puścić. Nagle do głowy zaczęły przypływać mi wspomnienia czasu spędzonego z Chrisem. Przecież nie mogę o nim myśleć. Nie mogę go dalej kochać, po tym wszystkim. Nie po tym jak rozerwał moje serce na tysiące kawałków. Jestem teraz z Jonem i nie moge myśleć o Chrisie. Po prostu nie moge.
-Wszystko w porządku.-spytał Jon, odsuwając mnie od siebie.
-Tak wszystko w porządku. Po prostu się zamyśliłam i tyle.-powiedziałam. Siedzieliśmy jeszcze godzine na kocu, aż zrobiło się zimno i wróciliśmy do domu. Spakowaliśmy swoje rzeczy to walizek i poszliśmy do łóżka. Zasnęliśmy około godziny 1 w nocy. Rano o 8 włożyliśmy nasze torby do bagażnika i odjechaliśmy. Pod wieczór byliśmy już w internacie. Gdy otworzyłam drzwi swojego pokoju, od razu wpadłam w ramiona Hanny.
-Jezu jak ja za tobą tęskniłam.
-Ale ja jestem Beka, nie Jezu.-powiedziałam śmiejąc się.
-Nikt rano na mnie nie krzyczał żebym przestała śpiewać pod prysznicem. A na naleśniki musiałam chodzić sama z Tomem. I nikt nie pomagał mi rano dobierać ubrań. Nawet nie wiesz jaka to była katorga. - nagle popatrzyła na moją rękę i zobaczyła pierścionek.
-Czy to jest to co ja myśle?
-Nie wiem o czym myślesz, ale jeśli sądzisz że to pierścionek zaręczynowy, to tak to jest to co myślisz. - chwyciła mnie za ręce i zaczęła piszczeć i skakać.
-A teraz musze zepsuć nastrój Beka i porozmawiać z tobą o Chrisie. Był tu wczoraj. Mówił mi, że tęskni za tobą, i nie może patrzeć na to jaka szczęśliwa jesteś przy Jonie. On strasznie żałuje tego wszystkiego i gdyby mógł, to cofnął by czas i poprosił panią żeby Jon zajął sie Bellą.
-Hanna nie wiem po co mi to mówisz to już niczego nie zmieni. Już nigdy do niego nie wrócę. Nie możemy cofnąć czasu. To co było z Chrisem już nigdy nie wróci i on to musi zrozumieć.
 

 
Po południu, po wspólnym obiedzie poszliśmy nad jezioro. Przy pomoście staly 3 kajaki. Dla mnie i Jona, dla jego rodziców i jego siostry. Założyliśmy kamizelki .
-Ja chyba wole posiedzieć na brzegu.-powiedziałam wystraszona. Nie lubiłam wody. Od małego dziecka bałam sie pływania kajakiem, bo raz z niego wypadłam.
-Nie panikuj, chodź tu wszyscy razem płyniemy. Masz kamizelkę nie utopisz się.-powiedział i podał mi rękę. Powili, bardzo powili weszłam do kajaka, i usiadłam. Chwyciłam się kurczowo, boków i zamknęłam oczy.
-Beka, spokojnie przy mnie jesteś bezpieczna.
-Średnio mnie pocieszyłeś.
-Zawsze coś.-powiedział i podał mi wiosło.- Bierz to wiosłuj. Moja siostra uwielbia się ścigać. Damy jej popalić.
Bałam się jak nie wiem co, ale chwyciłam to przeklęte wiosło i odepchnęłam nas od brzegu. Wiosłowaliśmy powoli, bo jego rodzice i siostra jeszcze nie ruszyli. Ale gdy pozostałe dwa kajaki odbiły się od brzegu, zaczęły się wyścigi. Jego siostra była chuda jak patyk i wyglądała na słabą. Ale miała parę. Zaczęliśmy coraz mocniej odbijać się od dna rzeki. Linia mety była już coraz bliżej, gdy nasze kajaki płynęły równo, obok siebie. Ale na szczęście my wygraliśmy, ale tylko o sekundę, bo w ostatniej chwili wyprzedziliśmy jego siostrę.
-Udało się.-krzyknęłam.
-I masz za swoje siora.-powiedział Jon i zaczął się śmiać. Gdy rodzice Jona do nas dopłynęli, rozłożyliśmy koc na brzegu i wyciągnęliśmy koszyk z jedzeniem z kajaka. To było bardzo miło spędzone popołudnie. Siostra Jona, obrażała się na nas jeszcze kilka minut, aż w końcu udało się jej wrzucić Jona do wody i stwierdziła że są kwita. Około 17 byliśmy z powrotem w domu. Postanowiliśmy z Jonem upiec babeczki. Wyciągnęliśmy mąkę, jajka i inne potrzebne rzeczy. Kiedy skończyliśmy cała kuchnia, łącznie z nami, była od mąki. Ale babeczki były niebo w gębie. Rodzice Jona postanowili zrobić rodzinny nocny seans filmowy. Mamie i siostrze Jona nie podobał się temat tego seansu, ,, Filmy z szybkimi samochodami". Ja kochałam takie filmy. Szybkie samochody, no i oczywiście te ciacha ♥ Zjedliśmy dwie blachy babeczek i o 4 nad ranem wróciliśmy do łóżek. To był naprawdę fajny dzień. Dowiedziałam się, że Jon kompletnie nie umie gotować i że umiem pływać kajakiem, co oczywiście umiałam wcześniej ale się bałam, że się utopię.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Kolejny dopiero w sobote, albo niedziele
  • awatar i'mnothing: zapraszam na mojego bloga, po długiej przerwie wróciłam na pinga :) gorąco zachęcam wszystkich do odwiedzin :)
  • awatar Nickolaa .: Uroczy :) Czekam :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wróciliśmy do domu cali mokrzy, owinęliśmy się kocem i usiedliśmy przed kominkiem. Mama Jona przyniosła nam gorącą czekoladę z piankami. Włączyliśmy sobie jakąś tandetną komedie romantyczną i oglądaliśmy do późnej nocy. Zasnęłam opierając się o jego ramię i musiał mnie przenieść na górę do łóżka, bo obudziłam się w naszym pokoju. Jona już w nim nie było. Zsunęłam nogi z łóżka, założyłam kapcie i zeszłam w piżamie na dół. Jon był w kuchni i szukał czegoś w lodówce.
-Czego szukasz?-spytałam przytulając się do niego.
-Po pierwsze nie strasz mnie tak, a szukam czegoś na śniadanie.
-Przesuń się ja coś zrobię, bo ty nawet sam wody nie ugotujesz.-powiedziałam i śmiejąc się z jego miny podeszłam do lodówki. Myślałam przez krótką chwile i wymyśliłam omlety z warzywami. Zabrałam wszystkie potrzebne mi rzeczy, aby go zrobić. Po 20 minutach mogliśmy nareszcie zjeść śniadanie.
-Czy ja wczoraj zasnęłam na dole?-spytałam.
-Tak. Zaniosłem cie do pokoju. Myślałem, że obudzisz się jak będę wchodzić po schodach, ale ty nadal spałaś.-powiedział śmiejąc się ze mnie


--------------------------------------------------
Dalszy ciąg wieczorem
 

 
Z samego rana wsiedliśmy d samochodu i pojechaliśmy nad jezioro Okeechobee za rodzicami Jona.
-Z tym domkiem wiąże się wiele fajnych historii z mojego dzieciństwa, ale także z przeszłości przede mną.-powiedział Jon.
-Opowiedz mi jedną z nich.-powiedziałam.-Mamy czas.
Przysunęłam się do niego i oparłam głowę o jego ramię. Opowiadałam mi jak spędzał dzieciństwo w tym domku, pływał kajakami, nauczył się strzelać z łuku.
-Tak wiem te historie są nudne.-powiedział.
-Nie. Patrze tak na ciebie bo lubię tę iskierki w twoich oczach i to zaangażowanie z jakim mi to wszystko opowiadasz, doceniam to.-powiedziałam i mocniej się w niego wtuliłam. Przez resztę drogi opowiadałam mu o moim życiu w Nowym Jorku, o tym jak pierwszy raz poszłam do szkoły, jak podczas pierwszego występu byłam tak zestresowana, że w połowie kwestii zemdlała i spadłam ze sceny na ręce dyrygenta zespołu muzycznego. Przy Jonie mogłam być naprawdę sobą i nic nie udawać. On kochał mnie za to jaka byłam i będę to sobie powtarzać do znudzenia. Po dwóch godzinach drogi zatrzymaliśmy się na podwórku pięknego domku. Cały był z drewna i znajdował się przy samym brzegu. Dosłownie do wody można by wskoczyć z okna. Chwili po nas dojechali tu rodzice Jona, a po nich jego siostra. Wszyscy miło i ciepło mnie przywitali. Jon wyciągnął nasze torby z bagażnika i zaniósł do środka. Weszłam za nim po schodach na poddasze. Z okna naszego pokoju rozciągał się piękny widok na jezioro i horyzont. Mogłabym tu zamieszkać, już się zakochałam w tym miejscu. Kiedy w końcu się rozpakowaliśmy, razem z Jonem poszłam na spacer po okolicy. Jak byliśmy już pod samym domem, Jon wskoczył w samych bokserkach do wody. Idąc w jego ślady ściągnęłam ubrania i w samej bieliźnie wskoczyłam do wody.

*domek nad jeziorem



--------------------------------------------------
Przepraszam, że tak długo musieliście czekać, ale zepsuła mi się klawiatura.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Biorę udział
 

 
Zjedliśmy śniadanie z moimi rodzicami i poszliśmy na lodowisko. Pierwszy raz odkąd pamiętam mogłam założyć łyżwy i nie czuć tego bólu, tego żalu. Zawiązałam sznurówki moich figurówek i weszłam na lód. To było takie piękne uczucie. Znowu czułam się taka wolna, taka szczęśliwa, jak już dawno się nie czułam. Może wiele osób nie zrozumie tego, że taka drobnostka może mi sprawić tak wielką radość. Ale byłam mistrzynią w swoim mieście i stanie, w łyżwiarstwie figurowym, jak moja mama, babci i tak po kolei. Od razu poczułam się jak ryba w wodzie. Stąpałam delikatnie po lodzie, robiąc te wszystkie akrobacje. Byłam pewna na 90%, że już nigdy nie zrobie piruetu, czy nawet jaskółki, a te wszystkie rzeczy wychodziły mi perfekcyjnie, bez nawet jednego zachwiania. Nagle ktoś mnie zatrzymał.
-Czy ty nie jesteś Rebecka Nickols?-spytała kobieta stojąca obok.
-Tak jestem Rebeka, a czemu pani pyta?
-Jesteś naprawdę niesamowita, a ja zbieram kadrę na mistrzostwa Ameryki, potem może światowe. Co ty na to?-spytała.
-Ja nie wiem. Nie jeździłam od 9 roku życia, ja już nic nie potrafię.
-Po tym co robiłaś przed chwilą mogłabyś zdobyć drugie, a nawet pierwsze miejsce. Nie powinnaś marnować takiego talentu. Bardzo byś się nam przydała. Zastanów się, pierwsze treningi mamy po feriach jesiennych. Proszę przyjdź, z nami na pewno coś osiągniesz. -powiedziała i odjechała do swoich uczennic. Razem z Jonem jeździliśmy jeszcze 30 minut, a potem poszliśmy na pizze i wróciliśmy do mojego domu, żeby się trochę ogrzać.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------

Sorki, że taki krótki, ale mam nadzieje, że się spodoba.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Moi rodzice przyjęli Jona bardzo miło. Pewnie dlatego, że widzieli jak zajmował się mną w szpitalu i wiedzieli, że jest dla mnie naprawdę bardzo ważny.
-Mamo dzisiaj były kwalifikacje do drużyny cheerleaderek, i nie uwierzycie, dostałam się. A i jest jeszcze jedna sprawa. Rodzice Jona mają domek nad jeziorem i zaproponowali mi żebym pojechała z nimi tam na ferie jesienne. Co wy na to?-spytałam. Widząc minę mojej mamy nie byłam pewna odpowiedzi jaką dostanę.
-Rebeka, czy ja mogę z tobą porozmawiać z tobą na osobności?-spytała.
-Dobrze mamo.-powiedziałam i wstałam. Razem z mamą weszłyśmy do gabinetu ojca.
-Jesteś pewna, że chcesz zrobić taki odważny krok w waszym związku?-spytała niepewnie.
-Mamo to nie są oświadczyny, tylko wyjazd do domku nad jeziorem. Przecież to nie jest żaden poważny krok.
-Rebeka, kochanie jeśli naprawdę chcesz to możesz z nimi jechać, ale obiecaj mi, że nie wrócisz do domu z żadną niespodzianką.
-Mamo...
-Ty dobrze wiesz o czym mówię. A teraz wracaj do Jona bo tata zamęczy go pytaniami. -roześmiałyśmy się i wróciłyśmy do pokoju.
-Mam nadzieje, że tata nie postawił cie w jakiejś dziwnej i niewygodnej sytuacji?-szepnęłam Jonowi na ucho. Chwycił mnie za rękę i się uśmiechnął.
-Spokojnie.-powiedział tata widząc moją minę.-Pytałem tylko Jona o jego samochód, bo bardzo mi się spodobał. Nie martw się, nie zamęczyłem go tysiącem pytań.
-Dobra, tato, mamo my idziemy na górę i dzisiaj zostajemy u was. -powiedziałam i widząc minę mamy dodałam.-Spokojnie Jon będzie spał na rozkładanej kanapie u mnie w pokoju.-podkreśliłam 4 ostatnie słowa. Chwyciłam Jona za rękę i pobiegliśmy na górę. Mój pokój, był jak pokój każdej nastolatki, z tym że ja nigdy nie rozwieszałam po ścianach plakatów, tylko wisiały na drzwiach garderoby. Zawsze wstydziłam się jednej rzeczy. Jestem zawodową łyżwiarką figurową, mimo to że wychowywałam się w takim ciepłym mieście jak Nowy Yorku. Ale od małego dziecka kochałam lód, kochałam to uczucie kiedy wchodziłam na lód, tam mogłam być sobą, nic nie udawać. Przestałam jeździć trzy lata po śmierci mojej siostry, nie mogłam znieść tego, że nie ma jej przy mnie na treningach, że nie dopinguje mnie na zawodach. To było ponad moje siły. Przez te trzy lata beznadziejnie i naiwnie liczyłam, że ona jednak pojawi się tam, wejdzie na widownie i jak zawsze będzie mnie głośno dopingować. Ale ona już się nigdy nie pojawiła. Weszliśmy do mojego pokoju, a po moich policzkach spływały łzy. Po co ja sobie przypominałam to wszystko. Weszłam do środka i usiadłam na łóżku.
-Beka co się stało?-spytał wystraszony Jon.
-Nic, po prostu spojrzałam na te puchary z zawodów łyżwiarskich. Ale przestałam jeździć jakiś czas po śmierci mojej siostry.
-Kochanie nie przejmuj się, nie myśl o tym. To co było już minęło. Wiem, że kochałaś swoją siostrę nad życie, ona ciebie też. Ale już minęło ponad dziesięć lat. Moim zdaniem nigdy nie powinnaś przestać jeździć, bo ona zawsze była, jest i będzie przy tobie, w twoim sercu. Jutro pojedziemy na lodowisko, żebyś znowu mogła stanąć na lód. -powiedział i przytulił mnie mocno do siebie. Resztę nocy Jon spędził ze mną, na łóżku, bo zasnęliśmy obejmując się i tak też się obudziliśmy na drugi dzień.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Ciąg dalszy jutro
 

 
Obudziłam się rano, i przypomniałam sobie, że dzisiaj ostatni dzień szkoły. W końcu nadeszły dwa tygodnie przerwy jesiennej. Ubrałam się na szybko, spakowałam torbę i pobiegłam na lekcje bo byłam już spóźniona.
-O kto nas zaszczycił swoją obecnością.-powiedziała najbardziej znienawidzona przeze mnie nauczycielka, pani Elizabeth Green. Uczyła matematyki i fizyki. Nie lubiła mnie bo zawsze miałam piątki i szóstki z przedmiotów, których nauczała, a mówiąc szczerze ona uwielbia się czepiać uczniów i wytykać im błędy i co gorsza wady. Była podła, wścibska i zawsze próbowała mnie poniżyć.
-Przepraszam, budzik mi nie zadziałał.-tłumaczyłam się i usiadłam na swoje miejsce. Jona też nie było. Pewnie odsypiał wczorajszy dzień. Nagle przyszedł do mnie sms.

Kochanie, przepraszam zaspałem będę na następnej lekcji. Kocham cie.

Oczywiście jak co lekcje nasza kochana pani profesor zawołała mnie do tablicy chyba z dziesięć razy. Kiedy w końcu zadzwonił dzwonek, pozbierałam swoje rzeczy i wyszłam z sali. O moją szafkę stał oparty Jon.
-Przepraszam, że mnie nie było.-powiedział i pocałował mnie na przywitanie .
-Nic się nie stało, ja też spóźniłam się na pierwszą lekcje, co oczywiście musiała mi wytknąć nasza kochana matematyczka.-powiedziałam.
-Słuchaj mam do ciebie dwa pytania.
-Okej.-powiedziałam nie pewnie.
-Pierwsze, czy pójdziesz dzisiaj ze mną na trening, bo podobno są dzisiaj kwalifikacje do drużyny cheerleaderek, widziałem cie jak się rozciągałaś na wf i byłabyś idealna. A drugie, moja rodzina ma domek nad jeziorem i moi rodzice prosili żebym spytał się ciebie, czy chciałabyś z nami tam pojechać na ferie jesienne?
-Po pierwsze, tak mam zamiar iść na kwalifikacje do drużyny, a po drugie musiałabym porozmawiać z rodzicami i powiem ci jutro czy mogę z tobą jechać.-powiedziałam i w tym momencie zadzwonił dzwonek, więc poszliśmy do klasy. Ten dzień minął w porównaniu do poprzednich bardzo, bardzo zwyczajnie. Po południu poszłam razem z Jonem na kolacje do moich rodziców.
---------------------------------------------------------------------------------------------------
Kolejną część dodam jutro, a ten jest taki krótki bo boli mnie głowa
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
-Beka, przestań przecież to nie twoja wina, że jesteśmy tacy bezmyślni i głupi. To co się dzisiaj stało to jest i wyłącznie wina moja i Chrisa. Nie powinnaś się obwiniać za głupoty, które ja robię mimo to, że jesteś moją dziewczyną i cie kocham, nie rób tego, proszę. -powiedział i mnie do siebie przytulił.- A teraz wstawaj i się przebież. Jedziemy do moich rodziców na kolacje. Miałem ci o tym rano powiedzieć, ale tak dużo się dzieje, więc chyba sama rozumiesz, że nie miałem szansy ci tego powiedzieć. Idę się przebrać i widzimy się za 20 minut na zewnątrz.-powiedział i wyszedł. Pobiegłam do szafy, wyciągnęłam tą śliczną miętową sukienkę z przedłużanym tyłem, miętowe szpilki i sweterek. Poszłam do łazienki, ubrałam się, pomalowałam rzęsy i usta, ułożyłam włosy i zeszłam na dół. Oparłam się o maskę samochodu Jona i czekałam.
-Jak to jest możliwe, że ubieram się dłużej od mojej dziewczyny?-spytał rozbawiony.
-Nie wiem, sam odpowiedz sobie na to pytanie.-odpowiedziałam wsiadając do samochodu. W trakcie podróży słuchaliśmy mojego ulubionego zespołu The Vamps. Po 30 minutach byliśmy na miejscu. Jon mieszkał w pięknym, dużym domu. Do wejścia prowadził długi podjazd, a w drzwiach stali rodzice Jona. Wyszłam z samochodu i poszliśmy sie przywitać z jego rodzicami.
-Cześć mamo, tato to jest Rebeka.
-Dzień dobry Rebeko, Jon bardzo dużo o tobie mówił. Naprawdę jesteś piękna.-powiedział jego tata. Na moich policzkach pojawiły się olbrzymie rumieńce, czułam to. Żeby oszczędzić mi tych komentarzy Jon wprowadził mnie do środka. Po schodach schodziła właśnie piękna blondynka.
-O, w końcu mój szanowny braciszek postanowił nas odwiedzić. Kto by się tego spodziewa?-spytała z sarkazmem w głosie.
-Beka, to jest moja siostra Emma. Emma to jest moja dziewczyna Beka.
-Jon dużo o tobie mówił. Jesteś ładniejsza niż opowiadał.-powiedziała i mnie uściskała.
-Miło mi to słyszeć.-odpowiedziałam i chwyciłam Jona za rękę. Moje serce biło jak oszalałe. Naprawdę strasznie się denerwowałam, że rodzice Jona pomyślą, że jest coś ze mną nie tak, lub że nie jestem odpowiednia dla ich syna. Ale w trakcie kolacji moje obawy się rozwiały. Okazało się, że rodzina Jona tylko sprawiała wrażenie takiej sztywnej, naprawdę jego rodzice byli luzakami. Po kolacji zagraliśmy w scrable, moją ukochaną grę z dzieciństwa. Grałam w nią razem z Rosali.Po skończeniu gry pożegnaliśmy i wsiedliśmy do samochodu.
-Bardzo dziękuje za kolację, była naprawdę pyszna.-powiedziałam uprzejmie.
-To my dziękujemy, że przyszłaś i poświęciłaś nam staruszką trochę czasu.-powiedziała mama Jona i mnie uściskała. Potem Jon pożegnał się z mamą i wsiedliśmy do samochodu.
-Chciałbym cie gdzieś zabrać.-powiedział. Jechał powoli przez jakąś drogę pośrodku lasu, aż nagle zatrzymał samochód na jakiejś polance na skarpie nad miastem. Widok zapierał dech w piersiach. Niebo było przejrzyste i widać było gwiazdy. Jon opuścił dach w samochodzie, oparłam się o jego ramię i razem oglądaliśmy gwiazdy rozmawiając. Jak wróciłam do pokoju było już grupo po północy, więc od razu położyłam się spać. Zrobiłam to bardzo cicho bo Hanne mógł obudzić nawet najcichszy szmer. Przykryłam się kołdrą i myślałam o tym co się dzisiaj działo, aż zasnęłam.

----------------------------------------------------------------------------------------------------
To na tyle dzisiaj jutro postaram się wstawić kolejne. Macie tutaj sukienkę i buty Beki.


Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Usiadłam na krześle pomiędzy Jonem i Chrisem. Widziałam jak jeden piorunuje drugiego wzrokiem i byłam przerażona, że to wszystko moja wina. W poprzedniej szkole wszyscy wiedzieli, że jestem dziewczyną Thomasa i nic takiego nie miało miejsca. Wydawałoby się, że tam żyło się lepiej. Ale teraz patrząc na twarz Chrisa, przypomniały mi się wszystkie spędzone z nim miłe chwile, ale też słowa które powiedział przy zerwaniu. Patrząc na Jona przypomniałam sobie to uczucie gdy obudziłam się w szpitalu i zobaczyłam jego siedzącego obok, pamiętam te wszystkie rzeczy, które mówiły o nim pielęgniarki. I oczywiście pamiętam wczorajszy wieczór, ale to już inna sprawa. Miałam nadzieje, że to Chris dostanie kare za wywołanie bójki.
-Panno Nickols , wysłuchałem już co mieli do powiedzenia Jon i Chris teraz chce posłuchać twojej wersji zdarzeń. Chłopcy wyjdźcie do sekretariatu.-gdy wyszli zaczęłam mówić jak to po kolei było.
-Stałam przy szafce i nagle podszedł do mnie Chris i zaczął mnie zaczepiać. Jon chciał mnie obronić, a Chris go zaczął podjudzać no i Jon go uderzył. Prosze, niech pan nie kara Jona tylko za to że chciał mnie obronić. Chris był dla mnie bardzo niemiły, powiedziałabym wręcz chamski, więc zachowanie Jona jest uzasadnione.-tłumaczyłam. Serce biło mi jak oszalałe. Bałam się, że dyrektor stwierdzi, że to Jon wykonał pierwszy ruch i że to jego wina.
-Dobrze Beko poproś chłopców do środka.-powiedział dyrektor. Wstałam i zawołałam ich. Gdy wszyscy już siedzieliśmy dyrektor powiedział.
-Po długim namyśle i przeanalizowaniu sytuacji i waszych historii, stwierdzam, że wina była obustronna, ale bardziej zawinił Chris. Zacząłeś zaczepiać Bekę, a Jon jak to zakochany chłopak chciał jej bronić. Więc Chris będziesz przez miesiąc zostawać po lekcjach i pomagać woźnemu. I to na tyle żegnam.-powiedział dyrektor. Chwyciłam Jona za rękę i wyszliśmy z gabinetu.
-Jeszcze do mnie wrócisz zobaczysz. Wszystkie wracają.-powiedział mijając nas Chris. Jon chwycił mnie bliżej i poszliśmy do pielęgniarki. Gdy zobaczyła Jona, aż się przeraziła.
-Czy wy chłopcy, zawsze musicie się bić, a potem ja mam robote- powiedziała zaszywając Jonowi brew. Martwiłam się o niego. Przemywałam delikatnie jego rany mokra szmatka, zeby potem pielęgniarka mogła je zaszyć.
-Tutaj masz tabletki gdyby coś cię zaczęło boleć.-powiedziała pielęgniarka i poszlismy do klasy na lekcje. Jon prawie w ogóle sie nie odzywał przez cały dzień.
-Co się stało, że cały dzień się do mnie nie odzywasz?
-Myślałem, że jesteś na mnie nadal zła i wlałem sie nie odzywać.
-Nie jestem zła na ciebie tylko na siebie, że w ogóle do czegoś takiego dopuściłam.-powiedzialam i spuściłam głowe, a po moich policzkach już kolejny raz tego dnia .
-Beka...

-----------------------------------------------------------------------
Reszte wrzuce wieczorem
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
-Tak, co mi zrobisz?-spytał Chris i podszedł niebezpiecznie blisko Jona. To była tylko sekunda i zobaczyłam jak Chris uderza o szafki, popchnięty przez Jona. Nagle zaczynają się okładać pięściami, a ja w panice nie wiem co mam robić. Patrze jak głupia bezczynnie na tą dwójkę, aż po minucie nadbiegają ich koledzy z drużyny i ich rozdzielają.
-Jeszcze raz zobaczę cię z Beką, to nikt cie nie uratuje.-krzyczał Jon. Podeszłam do niego i przyłożyłam mu dłonie do policzków.
-Jon, proszę uspokój się.-prosiłam przez łzy. Jon przestał się szamotać i mnie do siebie przytulił.
-Beka, ja przepraszam nie wiem co mnie napadło. Nie płacz, nic się nie stało.-powtarzałam w kółko.
-Jak to nie?-łkałam.- Masz przeciętą brew i wargę, podbite oko i ty to nazywasz nic.-spytałam. Nagle korytarzem nadbiegła Hanna.
-Beka...-powiedziała i mocno mnie przytuliła. W jej ramionach rozpłakałam się całkowicie. Tom podszedł do Jona i razem poszli do pielęgniarki, a po drodze Tom wyrzucał mu, że jest głupi i że może mieć teraz kłopoty. Hanna objęła mnie ramieniem i powoli skierowałyśmy się w stronę klasy biologicznej. Usiadła obok mnie w ławce i czekałyśmy na pana Ziółko.
-Beka coś się stało?-spytała przechodząca obok Rose. Po jej oczach widziałam, że naprawdę chce mi pomóc. Może ona naprawę się zmieniła.
-Jon i Chris pobili się przeze mnie.-powiedziałam i po moich policzkach znowu poleciały łzy. Nagle do sali wszedł profesor Ziółko.
-Rebecka Nickols do dyrektora.-powiedział. Pozbierałam swoje rzeczy, zarzuciłam torebkę na ramie i wyszłam z klasy. Udałam się korytarzem w prawo do gabinetu dyrektora. Gdy weszłam do środka wewnątrz na fotelach siedzieli już winowajcy dzisiejszego zamieszania.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Następny rozdział dodam jutro
  • awatar Szatynka :P: proszę pisz proszę
  • awatar Ask for continued ;3: Cześć ;) Piszemy opowiadanie. Będzie nam miło jeśli wpadniesz i wyrazisz swoje szczere zdanie :) Jeżeli nie to przepraszam za spam :c Ciekawe, dużo się dzieję :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Teraz wrzucę wam kilka obrazków związanych z opowiadaniem.

1. Pokój Beki i Hanny


2. Chris

3. Jon

4.Hanna

5. I nasza główna bohaterka - Beka

6. Były Beki - Thomas

7. Rose

Mam nadzieje, że się podobają
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Rano jak zawsze obudziły mnie promienie słońca, ale coś było nie tak. Co rano słuchałam śpiewu Hanny pod prysznicem, a dzisiaj była cisza. Podniosłam głowę i spojrzałam na jej łóżko. Było puste. Delikatnie podniosłam kołdrę, poszłam się ubrać i wyszłam z pokoju, zostawiając śpiącego Jona. Zapukałam do drzwi pokoju Jona i Toma.
-Jest Hanna.-spytałam Toma.
-Tak jest ale śpi.-powiedział wskazując na łóżko Jona. -Nie chciała wam wczoraj przeszkadzać i przyszła do mnie.-powiedział z uśmiechem na twarzy, a ja się zarumieniłam. Wróciłam do mojego pokoju, wyjęłam z szafy Hanny jej ubrania, spakowałam do torebki książki i zaniosłam jej żeby mogła się ubrać i iść na lekcje. Potem wróciłam do siebie i poszłam do łazienki. Umyłam włosy, suszyłam je i umyłam zęby. Jak wyszłam z łazienki, zobaczyłam siedzącego na łóżku Jona.
-Cześć, jak się spało?-spytałam pakując książki. On tylko się uśmiechnął i położył się z powrotem.
-Ej, wstawaj za 20 minut idziemy na lekcje. -powiedziałam i na siłę próbowałam go wyciągnąć z łóżka.
-Dobra, dobra idę, ale poczekaj na mnie obok swojej szafki.-powiedział i wyszedł z pokoju. Spakowałam do końca swoje rzeczy do torebki i ruszyłam w stronę mojej szafki. Opierał się o nią nonszalancko Chris.
-Cześć Beka, przemyślałaś to co ci wczoraj powiedziałem?-spytał.
-Chris, ale ja ci przecież powiedziałam, że do ciebie nie wrócę i nic nie zmieni mojej decyzji zrozum.-powiedziałam i otworzyłam szafkę, żeby wyciągnąć zeszyty.
-Beka, proszę nie zostawiaj mnie samego.
-Ja cie mam nie zostawić, ale ty mnie zostawiłeś? Nie uważasz, że to niesprawiedliwe??
-Beka, ale ja cie kocham nie rozumiesz?
- Powinno ci wystarczyć to, że w ogóle się do ciebie odzywam, po tym jak mnie bezczelnie zostawiłeś samą i pobiegłeś do tej swojej Belli.
-A ty kilka dni potem byłaś z Jonem.
-Tak bo w porównaniu do ciebie on się o mnie martwił, siedział w szpitalu cały czas, bo się o mnie martwił. A ty przyszedłeś do szpitala i jeszcze mnie uderzyłeś, a potem pobiłeś się z Jonem i ty śmiesz mówić, że mnie kochasz. Jesteś zwykłym dupkiem i tyle. Skoro w ogóle spojrzałeś na Belle i mnie dla niej zostawiłeś to nigdy nie nie kochałeś. I proszę daj mi już spokój. Jestem już zmęczona tymi problemami.- krzyczałam na niego, a wszyscy uczniowie, którzy byli na korytarzu patrzyli na nas. Nagle podszedł do nas Jon.
-Chris, daruj sobie już. Chyba, że ma się zrobić nieprzyjemnie.

--------------------------------------------------
Reszte wrzucę wieczorem
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Jeśli podoba wam się to opowiadanie to zapraszam was na bloga www.miona_love_draco.pinger.pl pisze tam inne opowiadanie. Serdecznie zapraszam.
 

 
I pojawił się w nich nie kto inny ja Chris.
-Możemy porozmawiać na osobności?-spytał spoglądając znacząco na Hanne. On wstała i wyszła z pokoju.
-O co ci chodzi.-spytałam z wściekłą miną.
-Chciałem ci powiedzieć, że ja nadal cie kocham i chce cię odzyskać. Beka kocham cie i nigdy nie przestałem.
-Chris, ale zrozum ja już cie nie kocham. Jestem z Jonem i kocham go. Gdybyś mnie kochał to nigdy byś mnie nie zostawił.
-Ale kocham cie i chce żebyśmy znów byli razem. Było nam razem tak dobrze. Spędziliśmy tyle miłych dni razem. To ja oprowadziłem cię po mieście i pokazałem ci internat. To dzięki mnie tu mieszkasz. Gdyby nie ja nadal mieszkałabyś u rodziców.
-Wyobraź sobie, że sami chcieli mi zaproponować żebym przeniosła się do internatu, a miasto pokazała mi Hanna. Chris zrozum możemy się przyjaźnić, ale już nigdy nie będziemy razem. Nie utrudniaj znowu wszystkiego prosze.-powiedziałam i zamknęłam za nim drzwi. Czemu tak trudno było mi powiedzieć mu to w twarz. Kocham Jona i zawsze będę już kochać tylko jego. Ale patrząc w smutne oczy Chrisa chciałam mu wybaczyć. Ale postanowiłam, będziemy tylko przyjaciółmi i nic więcej. Opadłam na poduszki i założyłam słuchawki na uszy. Tylko przy brzmieniach muzyki Christiny Aguilery mogę się uspokoić i pomyśleć o tym wszystkim. Oparłam się o poduszki i włączyłam laptopa. Włączyłam Skype i zadzwoniłam do mojej przyjaciółki z NY.
-Cześć słonce.-powiedziała.
-Cześć kochana co tam u ciebie?
-Lepiej mów co u ciebie bo po twojej minie widzę, że coś się dzieje.
-Pamiętasz Chrisa?-spytałam.
-Tak, coś się stało?
-Zerwałam z nim miesiąc temu. Po zerwaniu rozbiłam się samochodem Jona i byłam tydzień w śpiączce. Gdy się obudziłam obok mnie zobaczyłam Jona, potem on powiedział mi że mnie kocha i od dawna się mu podobałam. On też wpadł mi w oko już dawno. Bardzo mnie wspierał w tym trudnym okresie. Raz do szpitala przyszedł Chris i tak się pokłóciliśmy, że uderzył mnie w twarz, potem bił się z Jonem i działo się naprawdę dużo. Zerwałam z Chrisem bo poznał nową dziewczyne. Dzisiaj ona z nim zerwała, a on od razu wrócił do mnie z podkulonym ogonem i oczekiwał, że tylko powie że mnie kocha i kilka miłych słówek, i ja do niego wrócę.
-Oddychaj.-powiedziała moja przyjaciółka, z poważną miną.-Powiedz, że wygoniłaś go z pokoju.
-Oczywiście, że wygoniłam. Powiedziałam, że kocham Jona i tylko Jona, i że najwyżej możemy zostac przyjaciółmi i nic więcej. Co ja mam robić?
-Trzymaj się tego co powiedziałaś. To Jon wspierał cie w najtrudniejszych chwilach. Chris nawet przed Tomem nie potrafił cię ochronić. A poza tym jest żałosny. Okej ja już musze kończyć bo mama mnie woła na obiad, ale zadzwonie wieczorem.Papa.-powiedziała i się rozłączyła. Zostałam sama, zagłębiona w swoich myślach. Nawet nie wiem kiedy muzyka mnie uśpiła. Obudżił mnie delikatny pocałunek.
-Wstawaj księżniczko.
-Jon, co się stało?
-Zasnęłaś.Hanna mówiła, że był u ciebie Chris czego chciał?-spytał z zacięciem w głosie.
-Chciał żebym do niego wróciła. Mówił, że mnie kocha i że chce mnie odzyskać. Oczywiście wygoniłam go z pokoju.
-No i bardzo dobrze.-powiedział Jon, siadając na moim łóżku i obejmując mnie ramieniem. W jego ramionach czułam się tak bezpiecznie. Włożyłam mu jedną słuchawkę do ucha i przytuliłam się do niego. On delikatnie mnie od siebie odsunął i pocałował. Najpierw w czoło, w nos, w policzek, a potem zaczął mnie całować po szyi. Był taki delikatny jakby była ze szkła. Chwyciłam słuchawki i odrzuciłam na bok. Usiadłam na jego kolanach i wpiłam się w jego usta. Dalej zapewne domyślacie się co było. To był najpiękniejszy dzień w moim życiu. Pozwolił mi zapomnieć o Chrisie i o wszystkich przykrych rzeczach.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że taki krótki, ale głowa mnie trochę boli i nie umiałam napisać nic więcej
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Mój nowy chłopak , bardzo mnie doceniał i wierzył we mnie bardziej niż Chris. Teraz w głowie miał tylko tą włoszkę Bellę i ja już dla niego nie istniałam, ale tak właściwie nie wiem dlaczego o tym myśle. Szłam z Jonem za rękę przez park, był piękny i ciepły wieczór, gwiazdy i księżyc rozświetlały nam drogę, kiedy nagle usłyszałam.
-Jesteś najpodlejszą laską na świecie, nie wiem jak mogłem dla ciebie zostawić Bekę i zmarnować na ciebie tyle czasu.
-Chris proszę cię nie rób scen.
-Jak mam nie robić scen. Jesteś po prostu podła, krzyczysz na małe dziecko, które tylko się do ciebie uśmiechnęło. Traktujesz mnie jak swoją własność, już nawet nie mogę nigdzie wyjść z kolegami. Co ty sobie wyobrażasz?-krzyczał
-Jesteś moim chłopakiem , powinieneś spędzać ze mną dużo czasu.
-Już nie jestem twoim chłopakiem. Już wolę być sam niż być z taką jędzą jak ty.
-Proszę bardzo, leć do te swojej Beki, wiem że chcesz.-krzyknęła i pobiegła w stronę akademiku. Chris stał nadal w tym samym miejscu, i patrzył za biegnącą Bella.
-Chcesz wracać do akademiku?-spytał po cichu Jon. Tylko pokiwałam głową i wtuliłam się w niego. Kiedy doszliśmy do pokoju, usiadłam na łóżku i z moich oczu popłynęły łzy.
-Co się stało?-spytał wystraszony Jon, przytulając mnie.
-Kiedy zobaczyłam jak Chris i Bella się kłócą, przypomniały mi się te wszystkie przykre słowa, które o mnie powiedział gdy ze sobą zrywaliśmy.-powiedziałam i jeszcze mocniej się w niego wtuliłam. Nagle do pokoju weszła Hanna.
-Co się dzieje?-spytała, a ja zaczęłam jeszcze bardziej płakać.
-Widzieliśmy przed chwilą jak Chris zrywa z Bellą i Bece się przypomniało jak oni ze sobą zrywali. –powiedział nadal mnie obejmując.
-Beka nie przejmuj się, masz teraz Jona i w ogóle nie powinnaś już myśleć o Chrisie. Co powiesz na babski wieczorek?-spytała.- Zamówimy chińszczyznę, puścimy jakiś fajny film i pogadamy??-
-To ja wam nie przeszkadzam. Pa kochanie.-powiedział pocałował mnie w czoło i wyszedł z pokoju. Ale po chwili drzwi się otworzyły i pojawił się w nich nie kto inny jak….
--------------------------------------------------
przepraszam , że takie Krótkie , ciąg dalszy wieczorem albo jutro
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Po takiej długiej przerwie moje opowiadanie wraca. Mam nadzieje, że się cieszycie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Okazało się, że Chris chciał się tylko ze mną przywitać i poszedł do swojej Belli. Wszyscy bawili się do 1 w nocy. Było dużo śmiechu, tańców i świetnie się bawiłam. Po skończonej zabawie poszliśmy do swoich pokoi i ja od razu zasnęłam. Śnił mi się jakiś koszmar i obudziłam się cała zlana potem. Obok mnie siedział Jon i gładził mnie po włosach.
-Hanna do mnie zadzwoniła, że krzyczysz przez sen i nie wiedziała co ma zrobić-powiedział i położył się obok mnie.
Położyłam głowę na jego klatce piersiowej i zaczęłam opowiadać co mi się śniło. Jon leżał i gładził mnie po włosach. W końcu po godzinie zasnęliśmy. Rano obudził mnie ten znajomy głos dobiegający z łazienki. Jon jeszcze spał, więc postanowiłam wstać po cichu i iść się ubrać. Lecz się nie udało.
-Ładnie tak, wymykać się z rana?-spytał rozbawiony i mocno mnie do siebie przytulił.
-Moglibyście przestać. Róbcie to jak mnie nie ma w pobliżu.-krzyknęła Hanna, która właśnie wyszła z łazienki.
-Ale my się tylko przytulamy.-powiedział Jon, równocześnie się śmiejąc.
-A to przepraszam. Przytulajcie się dalej.-powiedziała i wyszła z pokoju.
-Dobra Jon, już mnie puść. Muszę się iść ubrać, bo za 30 minut mamy zajęcia.-powiedziałam, cała czerwona ze śmiechu.
-Nie, nie puszczę cię. Chociaż wiesz ja też muszę się przebrać, więc idę i będę za 10 minut.-powiedział, wstał i wyszedł.
Wyjęłam z szafy moje ulubione jeansy, miętowy sweterek i miętowe trampki. Wzięłam wiszącą na krześle i stanęłam przed lustrem. Nałożyłam tusz i błyszczyk kiedy ktoś zapukał do drzwi.
Myśląc, że to Jon otworzyłam je, ale przed moim pokojem stał Thomas.
-Słyszałem, że zerwałaś z Chrisem.
-Tak, ale teraz jestem z Jonem.-odpowiedziałam szybko, bo bałam się że znowu będzie nalegał, żebym do niego wróciła, ale powiedział coś, czego się nie spodziewałam.
-Beka, ale ja się ciesze, że jesteś z Jonem. Chris nie potrafił ci zapewnić bezpieczeństwa. I chciałem cie przeprosić za moje zachowanie w Nowym Jorku. Tutaj znalazłem świetną dziewczynę Rose, pewnie ją znasz.-powiedział i w tej chwili do pokoju wszedł Jon.
-Znowu ci się naprzykrza?-spytał wściekły.
-Nie przyszedł mnie przeprosić.-odpowiedziała. Podeszłam do Jona i się do niego przytuliłam. Od razu się uspokoił.
-Dobrze. Teraz chodźmy na lekcje Beka, bo się spóźnimy.-wziął moją torebkę i wyszliśmy z pokoju. Wyciągnęłam kluczyki, zamknęłam pokój i razem z Jonem poszliśmy w stronę naszych szafek. Wyciągnęliśmy swoje zeszyty , książki i poszliśmy do klasy.
-Wyglądasz dzisiaj inaczej.-powiedział gdy już siedzieliśmy w sali.
-Czyli??-spytałam wystraszona.
-Jesteś ubrana bardziej jak ty, mniej pomalowana i nie masz pasemek na włosach.
-Ubrałam się tak bo postanowiłam, że wróci stara ja, bez makijażu i głupich przypinek. A pasemka były zrobione szamponetką , więc zeszły po kilku myciach.A co taka ci się nie podobam?-spytałam.
-Podobasz mi się w każdym wydaniu. Nie ważne co masz na sobie, ważne jaka jesteś.-powiedział i mnie pocałował/ Chciałam odpowiedzieć, ale do sali wszedł pan z biologii.
-Witam dzieciaki. Słyszałem, że do szanownych murów naszej szkoły wróciła panna Nickols.-powiedział i uśmiechnął się do mnie. Jak zwykle lekcja wyglądała tak samo. Ziółko dyktował nam notatkę. Kiedy minęły: biologia, historia, angielski, francuski, matma i chemia zadzwonił dzwonek. Jon wziłą mnie za rękę i razem wyszliśmy na korytarz.
-Teraz zaprowadź mnie do twojej ulubionej restauracji w mieście.-powiedział.
Oczywiście pierwsze miejsce jakie wpadło mi do głowy to naleśnikarnia. Chwyciłam Jona pod rękę i wolnym krokiem ruszyliśmy do restauracji.
-Dużo słyszałem o tym miejscu.-powiedział gdy zobaczył szyld naleśnikarni.-Wiele osób mówi, że w tym miejscu, można najczęściej spotkać Bekę Nickols.
Jak zawsze wybraliśmy stolik w najdalszym kącie lokalu. Zamówiliśmy naleśniki z truskawkami i bita śmietaną, oraz z sosem klonowym.
-Wiem, że niedziele jest już jutro, ale chciałem się spytać, czy zjadłabyś obiad u mnie?-spytał niepewnie.
-Jasne, jeśli to nie będzie żaden problem to z chęcią.
W końcu po 2 godzinach siedzenia w parku wróciliśmy do internatu i zabraliśmy się do przepisywania zeszytów. Patrząc na ich ilość potrwa to bardzo długo. Około 23 skończyliśmy przepisywać 4 zeszyt i stwierdziliśmy, że obejrzymy coś. Jon poszedł do swojego pokoju się umyć. Ja poszłam do łazienki, umyłam się, zmyłam makijaż i ubrałam piżamę.
-Możesz dzisiaj też u mnie spać?-spytałam.
-Oczywiście.-powiedział. Usiedliśmy na kanapie pod oknem, owinęliśmy się kocem i oglądaliśmy jakąś romantyczną komedię. Kiedy się skończyła położyliśmy się. On objął mnie, ja oparłam się o jego ramie i tak zasnęliśmy.

Na kolejny rozdział musicie poczekać jakiś czas.
  • awatar Szatynka :P: Zgadzam się z Strawberry
  • awatar Strawberry ♥: Jaram sie tym opowiadaniem jak kościół na warszawskiej ! :* Świetne kocham jeee :D :* Zapraszam do udziału w konkursie :) Może Ci się uda :) Strzelaj odpowiedzi a na pewno jakoś Ciebie nagrodzę :) Pozdrawiam :) A tak poza to Świetny blog ;*
  • awatar Nickolaa .: urocze :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Droga powrotna była dość długa więc większość drogi przespałam. Oparta o ramię Jona, spałam jak niemowlę. Mój ukochany obudził mnie dopiero jak wjeżdżaliśmy do Miami. Mimo moich wszystkich narzekań, kocham to miasto. Za te dobre i nawet za te złe wspomnienia. Prawie wszystkie związane są z Chrisem. Nasze poranki w naleśnikarni, wieczorne spacery, dni spędzone na plaży. Ale wiem, że z Jonem będę miała lepsze wspomnienia.
-O, obudziłaś się w końcu.-powiedział i uśmiechnął się. Jak ja kocham ten uśmiech, ten błysk w zielonych oczach. Uwielbiam mierzwić jego misternie ułożone, ciemno brązowe włosy i zapach jego perfum. Cieszę się, że kolejne 4 lata liceum spedzimi razem.
-Tak. Przepraszam, że tak długo spałam, pewnie się nudziłeś.
-Nie nudziłem się. Twoi rodzice opowiadali mi różne ciekawe historie. Byłaś naprawdę rozkosznym dzieckiem.-powiedział i zauważył, że się zarumieniłam.-Jak ja kocham te rumieńce.
Uśmiechnęłam się szeroko i oparłam głowę o jego ramię. W końcu po długiej podróży dotarliśmy na miejsce. Ja i Jon wysiedliśmy z auta, Jon wyjął moją torbę z bagażnika i poszliśmy w stronę szkoły. W środku było strasznie cicho, ani żywej duszy. Odłożyliśmy rzeczy do mojego pokoju.
-Nie denerwuj się, ale muszę ci zasłonić oczy.-powiedział i wziął moją ulubioną, jedwabną chustkę i zasłonił mi oczy.
Prowadził mnie po wielu schodach, zakrętach, przez wiele drzwi. W końcu zatrzymaliśmy się. Jon odsłonił mi czy i...
-NIESPODZIANKA!!-usłyszałam ze wszystkich stron.
Byłam w sali gimnastycznej. Na jednej ścianie wisiał duży transparent z napisem ,,Witamy z powrotem Beka". Wszyscy do mnie podchodzili i mnie przytulali. Pojawiła się nawet Rose.
-Beka, ja chciałam Cię przeprosić, za to jak cię traktowałam. Wiem, że sprawiłam ci wiele przykrości. Mam jednak nadzieję, że mi przebaczysz i dasz mi drugą szanse.
-Każdy zasługuje na drugą szanse.-powiedziałam i przytuliłam ją.
Potem podeszli do mnie Tom i Hanna, mocno mnie uściskali i poszli do reszty.
-Możemy pogadać?- usłyszałam zza pleców. Gdy się odwróciłam, zobaczyłam, nikogo innego, jak Belle.
-No to mów.
-Wolałabym na osobności.-powiedziała i spojrzała na Jona.
-Zostawisz nas na chwilę same?-spytałam. Jon odwrócił się i poszedł się przywitać z kolegami z drużyny.
-Czego chcesz?
-Chciałam ci powiedzieć, żebyś dała spokój Chrisowi, bo on jest mój.-powiedziała zawzięcie.
-Bierz go sobie, już mi na nim nie zależy. Jesteście siebie warci.-uśmiechnęłam się, odwróciłam i poszłam do Jona.
Wyściskała mnie cała jego drużyna. Myślałam, że połamią mi żebra.
-Ej, ała, dopiero co zrosły mi się żebra. Chcecie mi je połamać na nowo i odesłać mnie z powrotem do szpitala.-spytałam i zaczęłam się śmiać.
-Gdyby tak się stało, Jon by nas wszystkich pozabijał.-powiedział Jeremy.
Spojrzałam na Jona. On się tylko uśmiechnął i zaprosił mnie do tańca. Za nami ruszyły kolejne pary. Jedzenie było przywiezione z mojej ulubionej restauracji w mieście. Było super. I wtedy podszedł do mnie Chris.

Kolejny rozdział może jutro. Mam nadzieje, że ten się spodoba.
 

 
Ten tydzień minął dość szybko. Po trzech dniach lekarz pozwolił mi wyjść ze szpitala, żeby trochę pozwiedzać. Ja oczywiście znam Nowy Jork, jak własną kieszeń, ale zwiedzanie z Jonem, nie było nudne. Poszliśmy do moich ulubionych muzeów, a na końcu do mojej ulubionej japońskiej restauracji.
-Pewnie cie dziwi, że znam każde twoje ulubione miejsce w Nowym Jorku.-powiedział Jon.
-No może trochę się nad tym zastanawiałam.
-Skontaktowałem się z twoją przyjaciółką, Alice z lekką pomocą Hanny. Pomogła mi zaplanować cały ten dzień i zaprowadziła mnie do tej restauracji.-powiedział i usiedliśmy przy najbardziej oddalonym od drzwi i okien stoliku. Zamówiliśmy sushi i długo rozmawialiśmy. Po pysznej kolacji wróciliśmy do szpitala. I tak było każdego dnia. W końcu w piątek 11 października , do mojej sali wszedł lekarz i powiedział:
-Moja droga, już jesteś praktycznie zdrowa, więc już dziś przyjadą po ciebie rodzice i zabiorą z powrotem do domu, do Miami.
Rodzice na szczęście, pozwolili mi nadal mieszkać w akademiku.
-Beka obiecaj, że już nigdy czegoś takiego nie zrobisz. Baliśmy się, że stracimy kolejną córkę.-powiedziała mama i mocno mnie przytuliła.
-Mamo, nie bój się. Obiecuję, że już nigdy nie usiądę za kierownicą. Jeśli będę chciała gdzieś jechać pojadę z Jonem.-powiedziałam.
-A ja ze swojej strony mogę obiecać, że już nigdy nie puszczę Beki nigdzie samej. Będę zawsze przy niej. Będzie to proste bo przenoszę się do pokoju obok niej.-powiedział i pocałował mnie w czoło.
-Dlaczego całujesz Bekę, tylko w czoło?-spytała moja mama. Uwielbiała zadawać pytania, które zawstydzały moich znajomych. Lecz Jon, w ogóle się nie zawstydził.
- Całuję ją w czoło, ponieważ chce jej pokazać, że może się czuć przy mnie bezpieczna, i że się o nią troszczę.-powiedział i mnie objął. To było takie słodkie. Chris nigdy mnie nie pocałował w czoło, może dlatego nigdy nie czułam się przy nim bezpiecznie. Ale Jon był inny.
-Jakie to kochane. Ciesze się, że Beka znalazła kogoś takiego jak ty.-powiedziała moja mama. Jon objął mnie ramieniem, chwycił moją torbę i poszliśmy do samochodu moich rodziców.
-Jon zapomniała się spytać, co z twoim samochodem?-spytałam wystraszona.
- Jest całkowicie zniszczony. Ale miałem bardzo wysokie ubezpieczenie, za które kupiłem nowy, lepszy i szybszy samochód. Na pewno ci się spodoba.-powiedział.
-Bałam się, że będziesz zły, za to że go rozwaliłam.
-Nie jestem zły. A gdybym nawet chciał, a nie chce, to nie potrafię się na ciebie złościć. A poza tym bardziej martwiłem się o ciebie, niż o samochód.-powiedział i wsiedliśmy do auta.

Kolejny rozdział jeszcze nie wiem kiedy, bo mam dużo nauki, ale postaram się jak najszybciej.
 

 
Kiedy się obudziłam, obok łóżka stali Tom i Hanna.
-Cześć słońce.-powiedziała Hanna i ucałowała mnie w policzek.
-Miło cie widzieć Beka.-powiedział Tom.
-Ja wiem chłopcy, że wy chcecie pogadać z Beką, ale chce z nią zostać na chwile sama,-powiedziała Hanna i wyprosiła chłopaków. Kiedy wyszli powiedziała.
-Co się stało między Chrisem i tobą, Beka? Wiem, że nie powinnam się o to pytać, ale chce wiedzieć.-powiedziała i usiadła obok mnie na łóżku.
-Hanna, wiesz dobrze, że Chris teraz wszędzie chodzi z Bellą. Na kilka minut przed wypadkiem był u mnie w pokoju i pokłóciliśmy się. Wygarnął mi, że w ogóle nie mam dla niego czasu, że go olewam. Ja mu powiedziałam, że to jego wina, a on powiedział, że to koniec.- Hanna zrobiła przerażoną mine.- Wziął tego wielkiego misia, którego od niego dostałam na tygodnice i wyszedł.- skończyłam mówić.
Hanna przez jakiś czas siedziała i nic nie mówiła, ale po chwili się odezwała.
-Nie wiedziałam, że między wami jest aż tak źle. Czemu mi tego wcześniej nie powiedziałaś, jakoś bym wam pomogła. Zmieniła zdanie pani Lovegood, żeby was do siebie z powrotem przydzieliła. –powiedziała.
-Przestań. Może po prostu nie byliśmy sobie pisani i tak to się miało skończyć. Teraz jestem z Jonem i bardzo się z tego cieszę. Jestem z nim szczęśliwa bardziej niż z Chrisem. Chris nigdy nie pocałował mnie w czoło, nie powiedział do mnie słońce. Wystarczy, że napisze do Jona sms o treści ,,sos”, a on po minucie jest przy mnie, a Chris zawsze coś wymyślił, żeby nie musieć przychodzić. –powiedziałam.
Wiedziałam, że Hanna i tak będzie po stronie Chrisa, ale ja i tak już mu nie zaufam. Nie po tym co zrobił. Po tym jak mnie nazwał, jak mnie potraktował. Teraz dla niego byłam nikim, a jeszcze tydzień temu siedziałam na jego kolanach i patrzyłam w jego piękne, duże, niebieskie oczy.
-Nie załamuj się Beka. Masz mnie i Tom. A Jon zrobi dla ciebie wszystko. On już się od dawna w tobie podkochiwał, ale wiedział, że jesteś z Chrisem szczęśliwa. Jak widać do pewnego czasu.
-Hanna ja mu już nigdy nie wybaczę tego co mi zrobił. Cały czas powtarzał, że jestem dla niego całym światem, że nigdy nie będzie chciał innej. A teraz co, ja tu cierpię, a on sobie siedzi z tą Bellą i ma mnie w dupie.-powiedziałam i zaczęłam płakać. Hanna usiadł obok mnie, położyłam głowę na jej kolana i dalej płakałam, a ona mówiła.
-Beka, słońce. On nie był ciebie wart. Już zrobił tak z wieloma dziewczynami, nie jesteś pierwsza, która wypłakuje przez niego oczy. Nie martw się, przy Jonie szybko zapomnisz o moim bracie. Musze cie uprzedzić, że pewnego dnia Chris może znowu cie chcieć. Ale obiecuje ci, że nie zbliży się do ciebie na krok.
-Dziękuje Hanna, że jesteś przy mnie. Bałam się, że będziesz po stronie brata. Ale teraz widzę, że nie miałam do tego podstaw.
-Nie przejmuj się, też bym się tak zachowała na twoim miejscu. Ale teraz masz Jona i wszystko się zmieni. Ja widzę jak on na ciebie patrzy. Jeśli ktoś cie tknie choćby palcem, lub zrobi ci krzywdę, to on jest gotowy zabić tego kogoś, tylko żebyś ty była bezpieczna. Będzie zawsze i wszędzie przy tobie. Nie odstąpi cie na krok, jak cie wypuszczą ze szpitala.
-Skąd to wiesz??-spytałam zdziwiona.
-Musisz wiedzieć, że zanim się pojawiłaś w naszej szkole chodziłam z Jonem. Zerwaliśmy ze sobą jakiś miesiąc przed twoim przyjazdem, ale postanowiliśmy zostać przyjaciółmi. Kiedy cię po raz pierwszy zobaczył, od razu wpadłaś mu w oko. Kazałam mu jakiś czas poczekać, bo wiedziałam, że za niedługo i tak znudzisz się mojemu bratu, i to będzie idealna okazja dla Jona. On czekał, aż szczęśliwym zbiegiem okoliczności, przydzielili cie do niego. Gdybyś widziała jak on się z tego cieszył. Starał się jak najbardziej do ciebie zbliżyć. Gdybyś widziała wyraz jego twarzy kiedy poszłam do jego pokoju i powiedziałam mu, że trafiłaś do szpitala i nie wiadomo czy przeżyjesz te noc. Najpierw z wściekłością walnął pięścią w ściane, jeszcze jest tam dziura, a potem usiadł na łóżku i zaczął płakać. Twoi rodzice jechali do ciebie do NY, więc przybrał się z nimi. Dzwoniliśmy do niego codziennie, ale zawsze słyszeliśmy tylko jedno słowo ,,NIE”. Pielęgniarki mi powiedziały, że jak tu przyjechał a ciebie wywieźli z Sali operacyjnej, on się załamał, usiadł na krześle i zaczął płakać. Kiedy w końcu mógł wejść do twojego pokoju, od razu pobiegł i usiadł na krześle obok twojego łóżka. Cały tydzień siedział przy tobie i trzymał cie za ręke. Jak się w końcu obudziłaś zadzwonił do mnie i powiedział ,,Hanna ona się obudziła.” Był taki szczęśliwy. A kiedy powiedziałaś, że go kochasz był w siódmym niebie. Uwierz mi Jon cie nigdy nie skrzywdzi.-powiedziała, gładząc mnie po włosach. Leżałam tak dłuższa chwilę, aż do pokoju przyszli Jon i Tom.
-Wszystko w porządku?-spytał zaniepokojony Jon.
-Tak. Po prostu rozmawiałyśmy o Chrisie i Beka nie mogła wytrzymać i pękła. –powiedziała Hanna.
-Chodź do mnie.-powiedział Jon i wyciągnął do mnie rękę. Wstałam z łóżka i usiadłam na jego kolanach na fotelu obok łóżka.
-Nie musisz już myśleć o tym palancie. Masz mnie, Jona i Hannę. Może teraz wszystko się zmieni, ale ja uważam, że na lepsze. Znam Chrisa już od 10 lat i wiedziałem, że coś takiego zrobi.-powiedział Tom i pocałował mnie w policzek. – Musimy już uciekać, ale przyjedziemy za niedługo do ciebie.-powiedzieli i wyszli.
Po chwili do Sali weszli lekarz i pielęgniarka.
-Panno Nickols, wszystko się dobrze zrosło i już za niecały tydzień może pani wracać do domu.-powiedział lekarz. Bardzo się ucieszyłam z tej wiadomości.
-Ale wolałbym, żeby panienka leżała w swoim łóżku.-powiedział, patrząc na mnie jak siedzę na kolanach Jona.

Kolejny rozdział jutro
 

 
Po około pół godziny wrócił Jon. Trzymał kawę i pączki.
-Hej skarbie. Przepraszam, że tak długo, ale pielęgniarki na mnie krzyczały, że nie możesz pić kawy, więc wróciłem się do bufetu po herbatę dla ciebie. Jeśli chcesz mam też soczki. Kupiłem więcej, żebyś miała zapas. Potrzebujesz czegoś??- spytał troskliwie.
-Teraz zelży mi tylko na tym, żebyś przy mnie został.-powiedziałam i chwyciłam go za rękę.
-Niestety znowu będę musiał wyjść bo masz gości.
-Czyli??-spytałam.
-Hanne, Toma i Chrisa.
-Najpierw wpuść Chrisa. Chcę żeby zobaczył jak przez niego cierpię.-powiedziałam. Jon pocałował mnie w czoło i wyszedł.
-Coś ty zrobiła.-powiedział Chris kiedy mnie zobaczył.
-A jak myślisz czyja to wina, że tu leże?-spytałam.
-To chyba oczywiste, że tego debila Jona. To on dał ci kluczyki do samochodu i puścił cię samą.
-Nie!!!!-krzyknęłam.- To wszystko twoja wina. To przez ciebie jestem w takim stanie. Po twojej wizycie przyszedł do mnie Jon. Pomyślałam, że pojadę na lody, bo to mi zawsze poprawia humor. I pojechałam. I zobacz gdzie przez ciebie wylądowałam.-powiedziałam z wyrzutem.
Jon usłyszał podniesione głosy dobiegające z mojej Sali więc dla bezpieczeństwa stanął przy drzwiach i słuchał.
-Jak możesz mnie obwiniać o to wszystko. Jesteś zwykłą suką i teraz to widze.-powiedział i uderzył mnie w policzek.
Od razu do Sali wbiegł Jon i walnął Chrisa. Za nim wbiegli Hanna i Tom. Tom trzymał Jona, a Hanna wyprowadziła Chrisa.
-Co z tobą debilu? Nie widzisz w jakim jest stanie. Jeśli chciałeś, pogorszyć wszystko to brawo udało ci się. A teraz zejdź mi z oczu.-powiedziała Hanna do brata.
-To on wszystko spieprzył, nie ja , więc nie miejcie pretensji do mnie.
-Tak ale to nie on złamał Bece serce. To nie przez niego ona leży tutaj takim stanie. To on siedzi tu z nią i pomaga jej dojść do siebie. Nie ty. A teraz spierdalaj do swojej Belli. Nie wiem co ona widzi w tobie.-powiedziała Hanna, odwróciła się i wróciła do mojej Sali. Jon siedział na moim łóżku a ja wycierałam mu twarz mokrą chusteczką i płakałam.
-Beka.-powiedział.-Czemu płaczesz?
-Bo, ty masz podbite oko, ja mam szramę na policzku. Wszystko się sypie Jon.-powiedziałam i zaczęłam płakać. Jon położył się koło mnie i mocno mnie do siebie przytulił. Oparłam głowę o jego pierś i zaczęłam płakać jeszcze bardziej.
-Słońce nic nie jest stracone puki my jesteśmy razem. Pamiętaj, że nie dam cię nikomu skrzywdzić, nawet jeśli to oznacza, że sam musiałbym poświęcić swoje życie, za twoje.
-Nawet nie opowiadaj takich głupot. Nie mogę cie stracić, po tym wszystkim. Jesteś jedyną osobą, której tak bardzo na mnie zależy i która mnie tak wspiera.- Hanna i Tom powiedzieli, że przyjdą później i poszli coś zjeść. Leżałam tak oparta o Jona, aż w końcu zasnęłam. Obudziła mnie pielęgniarka. Przyszła, żeby mi wymienić igłę i przyniosła nam coś do jedzenia.
-Gdzie ty znalazłaś takiego chłopaka dziewczyno. Było tu dużo takich jak on, ale zaraz po tym jak dziewczyna się budziła wyjeżdżali, a on tu nadal siedzi.
-Bo tamci chłopcy nie byli nim i tak naprawdę nie kochali tych dziewczyn. Bo gdyby je kochali to by nie pojechali. Dziękuje za jedzenia. Zadzwonię po panią, jak coś mnie zacznie boleć. –powiedziałam.
Po tych słowach pielęgniarka wyszła. Delikatnie się podniosłam i sięgnęłam po butelkę z sokiem. Niestety miałam za słabe ręce żeby ją otworzyć. Próbowałam, ale ręka mi objechała i szturchnęłam Jona łokciem.
-Daj mi ta butelkę. Otworze ci picie. –powiedział.
-Jak długo nie śpisz?
-Na tyle długo, żeby podsłuchać o czym rozmawiałaś z pielęgniarką. Wczoraj lekarz mi powiedział, że dzisiaj mogę cie wziąć na mały spacer. Stwierdziłem, że pójdziemy na grób twojej siostry. Bo wiedziałem, że na pewno tego chcesz.-powiedział.
W końcu zabraliśmy się za śniadanie. Posiłki w tym szpitalu były pyszne, mimo tych stereotypów, które się słyszy, że w szpitalach jedzenie jest ohydne. To było pyszne.
Około godziny 14 pielęgniarka pomogła mi się ubrać i razem z Jonem mogłam wyjść na godzine ze szpitala. Wolnym krokiem poszliśmy na cmentarz. Po drodze poszliśmy do sklepu. Kupiliśmy znicze, kwiaty i poszliśmy na cmentarz.
-Beka, na chwilę zostawię cię tu samą, bo wiem, że chcesz mieć trochę prywatności, a ja pójdę coś załatwić.
-Dobrze, ale się śpiesz.-powiedziałam. Pocałował mnie delikatnie w czoło i poszedł.
-Rosali, nie wiem jak to się stało. Byłam zdenerwowana i chciałam to wszystko przemyśleć. Na pewno pamiętasz Chrisa. Rozstaliśmy się. To przez niego postanowiłam jechać na tą przejażdżkę, i zza zakrętu wyjechał jakiś pijany kierowca. Już wiem co ty czułaś na kilka minut przed śmiercią. Byłam przerażona i nie wiedziałam co zrobić. Wiedziałam, że to już koniec. A jednak lekarze tak długo walczyli o moje życie. Żałuje tego co się stało. Poznałam nowego chłopaka. Pielęgniarki mówiły, że jest naprawdę słodki. Siedział przy mnie przez cały tydzień jak byłam w śpiączce. Ciesze się, że spotkałam kogoś takiego i mam nadzieje, że ty też.-powiedziałam. Po chwili wrócił do mnie Jon. Zapaliliśmy znicze i poszliśmy spacerem z powrotem do szpitala. Minęliśmy kilka moich ulubionych miejsc.
-Kochanie, przysięgam ci, że jak będziesz się już dobrze czuć, to zabiorę cię w wiele ciekawych miejsc w Nowym Jorku i w Miami.
-Dziękuje Jon. Ale na razie nie czuje się na siłach. Nawet ten krótki spacer mnie wycieńczył. Jestem zmęczona, chcę się już położyć.-powiedziałam.
-Już jesteśmy wytrzymaj jeszcze trochę. A zresztą chodź poniosę cie.-powiedział i wziął mnie na ręce. Zaniósł mnie do mojej Sali i położył do łóżka. Po chwili w pokoju pojawiła się pielęgniarka. Podłączyła mi kroplówkę i zasnęłam.
 

 
Obudziłam się w szpitalu. Obok mojego łóżka siedział śpiący Jon. Wyglądało na to, że płakał bo świeciły mu się policzki. Co ja najlepszego zrobiłam. Mogłam zginąć i to wszystko przez głupiego chłopaka. Przecież to żałosne. Jak mogłam się tak przejąć. Dobra może myślałam, że to ten jedyny, że to z nim spędzę resztę swojego życia. Ale to nie on siedział teraz obok mojego łóżka. Tylko Jon. Po przemyśleniu wszystkiego stwierdziłam jedno. Kocham Jona. Jak mogłam tego wcześniej nie zauważyć. Był zawsze przy mnie, kiedy tego potrzebowałam, a Chris mnie zostawił. Był taki uczuciowy, słodki, przystojny, ale ja kochałam go za jego charakter. Romantyczny, miły, słodki, cierpliwy, troskliwy i wiedziałam, że nigdy mnie nie skrzywdzi. Bawiłam się z nim tak dobrze, że zapomniałam o wszystkich problemach. Wydaje mi się, że nasza wychowawczyni dobrze zrobiła rozdzielając mnie i Chris. Uratowała mnie od tego nieudanego związku. Chris mnie tylko zranił i porzucił, ze złamanym sercem. Nagle Jon się poruszył.
-Beka ty żyjesz.-powiedział i szybko wstał. Podszedł do mojego łóżka i ku mojemu zaskoczeniu pocałował mnie.- Tak się bałem, że cie stracę. Beka jesteś całym moim życiem. Nie mogłem patrzeć jak cierpisz przez Chrisa. Jak mogłem być taki głupi i dać ci te kluczyki.
-Nie mów tak. To nie twoja wina. To było zrządzenie losu. Zza zakrętu wyjechał pijany kierowca. Cieszę się, że jesteś przy mnie. –powiedziałam i chwyciłam go za rękę.
-Kochanie, nie wiem co bym zrobił gdybym cię straci. –powiedział i przytulił mnie.- Już nigdy cię nigdzie samej nie puszcze. Nie mogę cie stracić. Gdybyś wiedziała jak się bałem, kiedy byłaś na Sali operacyjnej. Bałem się, że już nigdy nie zobaczę tych rumieńców, tego uśmiechu. Nigdy nie usłyszę tego głosu. –powiedzał. Patrzył na mnie, aż przyszła pielęgniarka i kazała mu wyjść.
-Nie idz.-powiedziałam.
-Nigdzie nie idę słonko. Skocze po kawę i coś do jedzenia. Zaraz wrócę.-powiedział i mnie pocałował.
Kiedy wyszedł lekarz i pielęgniarka zaczęli mnie badać.
-Dziecko masz szczęście, że żyjesz. Ktoś nad tobą czuwa i nie dał ci zginąć.
-Doktorze dlaczego mnie operowaliście?-spytałam wystraszona.
-Miałaś tak poważne obrażenia, że przewieźli cię z Miami do nas, do Nowego Jorku. Miałaś kilka złamanych żeber. Jedno prawie wbiło ci się do płuc. Gdyby tak się stało to już by cię z nami nie było-powiedział lekarz i wyszedł.
-Dziecko, nad tobą ktoś naprawdę czuwa, dlatego nie zginęłaś. Ten chłopak , który tu by,ł siedzi tu z tobą od tygodnia. Zmieniał ci kwiaty w wazonie. Mówił do ciebie. Powtarzaliśmy mu, że to nic nie da, że go nie słyszysz, że to ci wcale nie pomoże, ale on cały czas powtarzał :
-,,Ona żyje i mnie słyszy. Jeśli poczuje, że tu jestem szybciej się obudzi. I nie wmawiajcie mi, że może się już nie obudzić i że lekarz daje jej tylko 20% szans na przeżycie.”
Za każdym razem potem zaczynał płakać i cie przytulał. Cały personel czuł się taki bezsilny. Nie mogliśmy patrzeć na to jak ten chłopak cierpi. Najbardziej baliśmy się, że w końcu się nie obudzisz i będziemy musieli odłączyć aparaturę i stwierdzić zgon. Widziałam, że ten chłopak by tego nie zniósł. Dziewczyno on ci tak kocha. Nie strać go. Ten chłopak to skarb.-kiedy skończyła wbijać mi igłę od kroplówki wyszła z Sali.

Kolejny rozdział do godziny.
 

 
Minęło naprawdę mało czasu, niecały tydzień, a Chris bardzo się ode mnie odsunął. Cały czas wszędzie chodzić z tą Bellą. Już nie miał dla mnie czasu. Zabierał ją do naszej naleśnikarni i naszych ulubionych lodziarni.
Za to ja i Jon z dnia na dzień, byliśmy sobie coraz bliżsi. Mogłam mu powiedzieć wszystko, umiał mnie pocieszyć, rozśmieszyć, i wiedział kiedy mój uśmiech jest sztuczny. Widział, że bardzo cierpię z powodu Chrisa więc postanowił z nim pogadać.
-Stary co się z tobą dzieje?-spytał Jon.
-Nie wiem o co ci chodzi. Pośpiesz się bo Bella na mnie czeka.
-Właśnie o tym mówię. Co się stało z nierozłącznymi Chrisem i Beką??
-Jon, ja i Beka to już historia. Teraz mam Belle. Przecież Beka to nikt. Popatrz na Bellę. Jest śliczna, miła, mądra i słodka.
-Stary ty się w ogóle słyszysz. Beka to nadal twoja dziewczyna, a ja nie pozwolę, żebyś ją zranił. Jeśli jesteś na tyle odważny, żeby jej powiedzieć, że między wami koniec to idź i jej to powiedz. Ale musisz wiedzieć, że stracisz ją na zawsze.-powiedział Jon.
Chris wstał i poszedł do mojego pokoju. Siedziałam na łóżku i uczyłam się na sprawdzian z francuskiego, gdy Chris zapukał do drzwi.
-Proszę.
-Beka to ja Chris chciałem z tobą pogadać.
-To mów.-odpowiedziałam. Bałam się tego co powie. I słusznie.
-Nie układa się nam, nie spędzamy już razem czasu, ten związek nie ma przyszłości. To koniec.
-Do jasnej cholery, przez kogo nie spędzaliśmy razem czasu. Przez tą twoją piękną Belle. Myślisz, że fajnie się czułam patrząc na wasza dwójkę. A teraz wyjdź nie chcę cie już oglądać. I weź swojego pieprzonego misia. Nie chce mieć w tym pokoju nic co ty mi dałeś.- jak powiedziała tak zrobił i wyszedł.
Wzięłam telefon do ręki i napisałam do Jona ,,SOS". Przybiegł do mnie po minucie.
-Beka, co się.....?-powiedział gdy zobaczył moje zapuchnięte od płaczu oczy.- Ten dupek tu był.
Tylko pokiwałam głową. Nie umiałam wydusić z siebie słowa. Podszedł do mnie i mocno mnie przytulił.
_Beka nie zapominaj, że masz mnie, Hanne i Toma, nie jesteś sama.- powiedział i pocałował mnie w czoło.
-Jon pożyczysz mi kluczyki od samochodu chce gdzieś pojechać?- spytałam. Jon bez żadnego ale, dał mi kluczyki i został w pokoju.
Usiadłam do jego samochodu. Musiałam się przejechać i wszystko przemyśleć. Skręcałam w ulice, gdzie była moją ulubiona cukiernia, kiedy w mój samochód wderzył drugi samochód. Zobaczyłam tylko światła tego samochodu.

Teraz zastanawiajcie się co będzie dalej.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›